7 tom harrego Pottera |
|||||||||||||||||||||||||||||||
Niespodziewany gośćNa zalanym w słoncu ogródku przy Privet Drive 4 na ławce siedział Harry Potter z książką w rece.Czytał zawzięcie rozdział o eliksiże Felix Felicis.Miał nadzieje że jak nie zdąży go uważyć na czas to moze gdzieś zamówi.TRZASK.Harry usłyszał ja ktoś sie deportuje.Zobaczył kota tuż przed sobą.-Profesor MacGonagall?-Zapytał.Na jego oczach kot zamienił sie w jego nauczycielke transmutacji. -Potter, mam cie eskortować do nory.Odpowiedziała-Tutaj już nie jest bezpiecznie Potter. -Zgoda tylko pójde po kufer-I nagle przypomniało mu sie że do Hogwartu może już nie wrocic-Pani profesor? -Co,szybko bo nie mamy dużo czasu! - Czy Hogwart jest nadal otwarty -Zapytał z nadziejąw głosie._Oczywiście-Odpowiedziała. Uradowany Harry pobiegł szybko do swojego pokoju.Wuj Vernon spojżał na niego mruknoł coś o pośpiechu.Harry nie zwracał na niego uwagi.Liczyło sie tylko to żeby odjechać z tąd i nigdy nie wrucic.W swoim pokoju zastał wielki bałagan.Wielkie pudło spoczywające na łużku nie było jeszcze otwarte.To był preznt urodzinowy od Freda i Georga.Harry nie miał czasu otwierać swoich prezentów ,bo myślał przez cały czas o tych Horkulusach.Miał dużo cxzasu na przemyślenie tego wszystkiego.Spojżał znacząco na klatke Hedwigi która jeszcze nie wróciła.Harry westchnoł i zaczoł szybko pakować księgi zaklęc,Prezenty i wszystko czego potrzebował w Hogwarcie do kufra.Pod stosem starych ksiąg znalazł fałszywy medalion sliterinai włożył go w pośpiechu do kieszeni.Jak już wszystko było włożone do kufra to zniusł go do salonu. -Wuju Vernonie?-Zapytał.Odpowiedział mujedynie warknięcie Wuja. -Prawdopodobnie ja już tu nie wróce,więdz.. -Co??Petunio on juz tu nie wruci!!!!!!!!-krzyknoł wuj tonem jagby wygrał w loterii. -taak?-zapytała ciotka?-nie wruci? -Tak mi powiedział-odparł wuj Harry szybko pobiegł na spotkanie z profesor mac gonagall. -Harry czemu tak długo?-zaputała macgonagall-umiesz sie deportować? -tak ale niem mam licencji-popwiedział z przykrością Harry -Nie szkodzi-powiedziała macgonagall. Harrego toche zdiwił fakt że profesor mac gonagall łamie zasady.Pomyslał że mpoże to jest jakiś śmierciożerca który podszywa sie pod nauczyciela. -Jak sie nazywa Potelgejst który straszy w zamku?-wypalił harry -Wiem że podejżewasz że moge być jakimś śmiercożercą-Powiedziała spokojnie MacGonagall-Irytek -Co najbardziej lubił profesor Dumbledore?-zapytał,wiedział że najbardziej lubił fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. -fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta-odpowiedziała macGonagall-A teraz chwyć sie mojego ramienia i tżymaj mocno kufer.Hary posłusznie chwycił kufer tak mocno że go ręka zobolała -Pani profesor?Moja sowa Hedwiga będzie wiedziećgdzie będe? -Ona już jest w Norze-odpowiedziała-teraz chwyćsie mnie,na trzy.Raz, Dwa ,Trzy! Harry szybko sie obrucił i wirował juz w skugach plam. Zamknoł oczy. -już,juz jesteśmy.-Harry ujżał dom swojego najlepszego przyjaciela.ROna Wesleya. -Harry-krzykneła Ginny jak wyjżała przez okno. -Ginny!-krzyknoł Harry. Harry usłyszał trzask i sie obrucił.Profesor mac gonagall nie było.Ginny rzuciła sie na Haregoi go pocałowała -Ginny pamiętasz jakci powiedziałem że nie możemy być już razem? Możemy masz związek zachować w tajemnicu?-Zapytał -Och harry!Wspaniale-Krzykneloa Ginny i znowu przykleiła sie do harrego.Po pieciu minutach sie odkleiła i zaprowadziła go do domu.W drzwiach zobaczył Rona który miał na twarzy wyraz satusfakcji. -hej Harry-Pwoitał harego -hej Ron,hermiona jest? -nie ale jest ktoś z kim sie pogodziłem-Ron wyszczerzył do niego zemby. -Och Ron przyjć tu na sekundke-Powiedział ktoś w kuchni -juz lece-Ron pobiegł do kuchni Harry sopjżał pytająco na ginny. -Lavender Brown przyjechała bo Ron ją do siebie zaprosił -acha-odparł harry-może juz sie położe ,jestem bardzo zmęczony.Harry powlukł sie do pokoju w którym był juz Ron.Szyblo sie przebrał żeby Ron nie zadręczał go pytaniami na temat tego medalionu.Harry położyłsie i równie szybko zasnoł
Podstrona: *1* / 2 |
|||||||||||||||||||||||||||||||